Psychodietetyka-Psychoterapia

Alfabet zdrowego odchudzania

A jak akceptacja

Słowo samoakceptacja budzi obawy – skoro siebie akceptuję, to znaczy, że nic nie zmieniam. Nic bardziej mylnego, dużo łatwiej jest podejmować zmiany życiowe z szacunku i akceptacją wobec własnego ciała niż w atmosferze walki i nienawiści do siebie. Czyż nie jest ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

Wyzwanie z Psycholog na diecie #ogarniamNawyki

Początek wyzwania 02.09.2019 lub od dziś!

Czas trwania: miesiąc/ dwa miesiące/ trzy… Ty decydujesz

Również Ty decydujesz nad czym chcesz pracować, od czego zaczniesz (możesz zacząć od zmiany jednego nawyku i w dowolnej chwili dokładać kolejne). Z założenia jest to metoda małych ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O odwadze do nie stawania na wadze

Scenariusz nr 1: Wstajesz rano, korzystasz z toalety, zdejmujesz piżamę, upewniasz się, że nie masz na sobie kolczyków, ściągasz też sportowy zegarek. Każdy gram jest na wagę złota. Wyciągasz JĄ spod szafki. Odczuwasz napięcie. Stajesz na wadze, Oto twoja chwila prawdy. Spadek wagi – ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

Jak być dla siebie dobrą w połogu

Ciąża – mniej lub bardziej magiczny okres w życiu kobiety, dobry czas na zatroszczenie się o siebie, gdyż pod sercem powstaje nowe życie. Jesteś za nie odpowiedzialna. Wiesz, że musisz odpoczywać, zdrowo jeść, nie dźwigać. Starasz się zadbać o siebie szczególnie w tym niezwykłym ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O prawdziwym procesie odchudzania

Jeśli chcesz szybko schudnąć 10 kg, napisz w komentarzu OK.

OK! Napisałam! I co, i co? Jestem już chuda? Pierwszy krok w odchudzaniu to zazwyczaj nadzieje na to, że istnieje magiczny sposób, droga na skróty, szybka, a najlepiej przyjemna. Tak więc próbujesz diety dr Kwiatkowskiej, diety 1200 kcal, diety kapuścianej, diety MŻ (mniej żreć), diety nie jem po 18, diety „piję wodę z pieprzem cayenne”, diety „piję tylko koktajle z proszku”. Ach mogłabym wymieniać i wymieniać. Coś tam schudniesz (z badań wynika, że jak dobrze zepniesz poślady to nawet do 7 kg), ale co z tego, skoro taka dieta kiedyś się kończy, a tym samym wracasz do starego sposobu odżywiania, a kilogramy wracają razem z Tobą, czasami nawet z nadwyżką.

Czasami myślisz, że jesteś już mądrzejsza i stawiasz na sport! Tak sport! To jest to, zacznę biegać i schudnę, więc zaczynasz biegać, ale wkrótce okazuje się, że wcale nie chudniesz, wręcz przeciwnie! Tyjesz! Ale jak to możliwe myślisz… znalazłaś obrazek porównujący kg tłuszczu i kg mięśni – uf jesteś już spokojniejsza, po prostu nabierasz masy! Prawda jest jednak taka, że po bieganiu wracasz do domu i pozwalasz sobie na dodatkową porcję makaronu – w końcu biegałaś, więc Ci się należy! Po kilku tygodniach porzucasz bieganie, bo dochodzisz do wniosku, że w sumie to nie lubisz biegać, zaczyna też coś strzykać w kolanie, więc w sumie to nie powinnaś.

W końcu trafiasz na – w miarę rozsądną – dietę lub tzw. plan żywieniowy, pięć posiłków i nie chodzisz głodna! Rewelacja myślisz – teraz na pewno się uda. Po tygodniu jesteś trochę zmęczona ciągłym siedzeniem w kuchni… zamiast kroić średnią marchewkę i jabłko na cząstki, dochodzisz do wniosku, że w weekend zaszalejesz – w końcu należy Ci się, po całym tygodniu jedzenia tuńczyka, za którym nie przepadasz; chleba razowego, po którym masz zgagę, oraz serka wiejskiego, na który nie możesz już patrzeć.

Pierwszy weekend, po piątkowym ważeniu jest -2,5 kg, myślisz „drobne odstępstwo od diety nie zaszkodzi – w końcu należy mi się!” Zjadasz kawałek tortu na rodzinnej imprezie, ale czujesz, jak teraz wyrzuty sumienia zaczynają Ciebie zżerać. Już wiesz, że popełniłaś błąd. Wszystko zmarnowane, więc chcąc zagłuszyć ten cholerny wewnętrzny głos, zjadasz jeszcze kilka pyszności, za którymi tak tęskniłaś w ostatnich miesiącach. A miało być tak pięknie.

Zaczynasz sądzić, że po prostu nie nadajesz się do bycia na diecie, bo nie masz silnej woli, jesteś beznadziejnym przypadkiem, zresztą ktoś musi być gruby. I to z pewnością jesteś Ty.

Prawda jest taka, że jesteś ok, nic z Tobą nie jest nie tak, popełniłaś sporo błędów po drodze, to normalne, w końcu trafiasz na profil Instagramowy @psycholog_na_diecie i oczy Ci się otwierają na ten skomplikowany dietetyczny świat :D.

Dowiadujesz się m.in, że Twoja dieta musi być przede wszystkim zgodna z Tobą (jesz 4 posiłki, a nie pięć), że musisz słuchać własnej intuicji (wolisz makrelę od tuńczyka), być dla siebie dobrą (nie zmuszasz się do zjedzenia śniadania godzinę po obudzeniu, tylko wtedy, kiedy poczujesz się głodna) i życzliwą (nie ważysz się obsesyjnie co posiłek, szanujesz swoje ciało), ćwiczyć z miłości do swojego ciała, a nie z nienawiści do niego. Zaufać sobie na nowo. Nie opierać odchudzania na silnej woli, która jest jednym wielkim mitem. Pozwalać sobie na zbilansowane podejście, w zdrowej diecie jest miejsce na wszystkie produkty, nawet te „zakazane”.

Żeby to wszystko urzeczywistnić, musisz przede wszystkim uwierzyć, że jesteś WAŻNA. Musisz zacząć słuchać swoich potrzeb. Poświęcić sobie czas. Zła wiadomość jest taka, że magiczna dieta nie istnieje i że nie ma dróg na skróty. Dobra wiadomość jest taka, że ta długa droga będzie piękna i dojdziesz w najważniejsze miejsce. Do siebie samej.

Psychodietetyka-Psychoterapia

Sekret skutecznego odchudzania. Zasada 80/20

Poniedziałek. Dzień pierwszy. Jestem na diecie. Śniadanie oczywiście białkowo-tłuszczowe. Na drugie koktajl z jarmużem, na obiad warzywa na parze oczywiście, z rybą do pary. Trzy kawałki czekolady wpadły przed kolacją. To koniec. Jestem słaba, nie mam silnej woli. Wszystko zmarnowane. Koniec diety i marzeń o szczupłej sylwetce, więc właściwie mogę zjeść czekoladę do końca. Jutro najwyżej zacisnę pasa. Brzmi znajomo?

A może od poniedziałku do piątku czysta micha 100%, udaje Ci się opierać kuszącym przekąskom, ale w weekend za dużo wolnego czasu, chwila nieuwagi, kilka piwek ze znajomymi i nawet nie wiesz kiedy zjadłaś całą  pizzę i zapiłaś litrową colą. Odchudzanie bywa dla wielu osób próbą wstrzymywania oddechu, jednak w pewnym momencie trzeba wciągnąć powietrze. Ciągłe opieranie się zakazanym owocom bywa męczące. Im bardziej sobie czegoś zakazujemy, tym bardziej nam się tego chce. (Nie myślę o tych ciastach w szafce, wcale nie myślę o tych pysznych ciasteczkach z kawałkami czekolady, takie pachnące i chrupiące… no kurde wciąż o nich myślę i nie przestanę, póki nie zjem wszystkich!). Diety są stresujące, a stres tym bardziej może nasilać ochotę na coś słodkiego. Silna wola jest jak mięsień, ale nie w tym sensie, że odmawiając sobie czegoś, on się trenuje i wzmacnia. To bardziej trzymanie się drążka nad przepaścią słodyczy, ale nie da się go trzymać bez końca, mięsień się w końcu zmęczy i puszczasz! Spadasz wprost w ramiona cukru.

Jillian Michaels, znana amerykańska trenerka personalna, jako jedna z pierwszych zaczęła zwracać uwagę na zdroworozsądkowe podejście do diety, w której poza czystą michą” jest też miejsce na przyjemności i mniej zdrowe przekąski. Swą metodę nazwała 80/20. Mimo, że podkreśla znaczenie jakości jedzenia, które wybieramy (odradza spożywanie wysoko przetworzonej żywności) to jej złota zasada 80/20 mówi, że 80% dostarczanych dziennie kalorii to zdrowa żywność, to 20% mogą stanowić przysmaki lub tzw. niezdrowe przekąski (wino, słodycze, fast food).

Z psychologicznego punktu widzenia, takie zrównoważone podejście może się sprawdzić u bardzo wielu osób, które próbują się odchudzać, a szczególnie dla tych, które:

  • podejmowały wiele prób odchudzania i nie udawało im się jeść zdrowo przez większość czasu, a waga w zasadzie tylko rosła
  • przeplatają epizody super zdrowego odżywiania z epizodami objadania się niezdrową żywnością i nie potrafią nad tym zapanować
  • boją

 ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O zupełnie innym podejściu do odchudzania

W tym tekście chciałabym cię zachęcić, abyś spojrzała na siebie nieco łaskawszym okiem. Głęboko wierzę, że tylko wtedy, gdy obdarzysz siebie większą wyrozumiałością uda ci się schudnąć i utrzymać efekty na dłużej.

Tkanka tłuszczowa (łac. textus adiposus) – jakże przez kobiety nielubiana – pełni wiele istotnych funkcji w naszym ciele. Między innymi magazynuje substancje odżywcze, ochrania, bierze udział w ważnych procesach metabolicznych oraz w gospodarce hormonalnej (np. u anorektyczek może dojść do zaniku miesiączki z powodu problemów hormonalnych). Nienawidzimy jej a ona jest taka ważna… im bardziej jej nienawidzimy i chcemy się jej pozbyć, tym bardziej ona jednak walczy o to, żeby pozostać i nas chronić.

Dlatego uważam, że dieta oparta na podejściu „nienawidzę tej grubej świni, którą widzę w lustrze“ nie może się udać. Owszem głodząc się i katując swoje ciało ćwiczeniami schudniesz, ale z dużym prawdopodobieństwem nie uda ci się utrzymać efektów na dłużej, albo zaczniesz chorować, albo wciąż będziesz niezadowolona ze swojego wyglądu, w najgorszym przypadku dopadnie cię mieszanka tych trzech problemów.

Fit jest w twojej głowie, to system przekonań na temat siebie, innych osób oraz świata. Pracując nad zmianą myślenia, możesz zmienić siebie. Jestem przekonana, że z odrzucania i nienawiści własnego ciała nic dobrego nie wyniknie. Stworzyłam akcję #jestemdlasiebiedobra właśnie po to, żeby pokazać ci, że odchudzanie nie musi być karą za grzech otyłości. Jestem dla siebie dobra niezależnie od tego ile pokazuje moja waga czy metka na ubraniu. Pracuję nad sobą w duchu samoakceptacji i szacunku do siebie.

Nie odchudzaj się po to, by uzać, że jesteś ważną i wartościową kobietą. Zacznij dostrzegać swoją wartość już teraz. Jesteś WAŻNA i dlatego zasługujesz na zmianę. Bycie dla siebie dobrym nie musi koniecznie oznaczać, że w pełni siebie kochasz i akceptujesz. Bycie dla siebie dobrym to troska, szacunek i uważność na siebie w każdym momencie swojego życia. Dążenie do dobrego zdrowia i samopoczucia w zgodzie ze sobą, a nie przeciwko sobie.

Poniżej przedstawiam sposoby na polubienie siebie, warto je w sobie rozwijać

  1. Samowspółczucie

Samowspółczucie jest po prostu byciem dla siebie dobrym przyjacielem, okazywanie sobie większej życzliwości i zrozumienia. Tak często na diecie samobiczujemy się za złamanie zakazów, za brak konsekwencji i silnej woli. Paradoksalnie takie podejście do siebie tylko pogarsza problem. Wiem, że pojawiają się w obawy, że gdy spuścisz z tonu, poluzujesz przysłowiowe szelki to tylko pogorszysz sprawę, wrócisz do złych nawyków. To nieprawda, badania wskazują, że samokrytycyzm wcale nie wpływa korzystnie na naszą motywację. Jestem dla siebie łagodna, umiem wybaczyć sobie swoje błędy i potknięcia, jak dziecko uczące się chodzić upadam, ale rozumiem, że jest to część procesu. Mam prawo upadać, ale biorę odpowiedzialność za to, żeby wstać i działać dalej. Szczególnie ważne jest to w chwilach gdy załamuje się nasza dieta i plan treningowy. Powtarzaj sobie w głowie „jestem w porządku nawet wtedy gdy zjem coś, czego nie zaplanowałam lub odpuszczę trening“. Negatywne emocje, złość na siebie czy poczucie winy wcale nie są pomocne w tym momencie, wręcz przeciwnie mogą doprowadzić do rezygnacji lub załamania. Bądź dla siebie łagodna i dobra. Obdarz się bezwarunkową akceptacją.

  1. Uważność

Uważność czyli mindfulness to sztuka bycia obecnym tu i teraz, w tej chwili. Praktykowanie uważności ma w sobie niezwykle uzdrawiającą moc. Uważność można praktykować w trakcie jedzenia. Skupiając się na smakach, zapachach, formach, myślach i uczuciach, które towarzyszą posiłkom. Dzięki praktyce uważności tak prosta i oczywista czynność jak jedzenie może stać się początkiem drogi samorozwoju (więcej o uważnym jedzeniu oraz jak rozpocząć praktykę uważności napiszę w odrębnym wpisie). Uważność warto rozwijać od oceny własnego głodu. Usiądź spokojnie i oceń swój głód w skali od 0-10. Jak bardzo jesteś głodny? Bycie uważnym na potrzeby płynące z własnego ciała jest istotnym elementem postrzegania siebie za ważną i wartościową osobę. Czy jestem senna? Czy chce mi się pić? A może muszę pójść do toalety? Na ile dostrzegasz swoje potrzeby na codzień a na ile spychasz je na dalszy plan, bo są inne ważne rzeczy jak np. praca? Bycie dla siebie dobrym to większa uważność na swoje potrzeby.

  1. Intuicja

Skończ z myśleniem, że znajdziesz w końcu dietę cud, której podporządkowanie się przez kilka miesięcy sprawi, że pożegnasz się z otyłością raz na zawsze. Taka dieta NIE ISTNIEJE, drogi na skróty nie ma. To NIE TWOJA WINA, że tego typu „posty warzywno-owocowe“, „diety kapuściane“ „diety 1000kcal“ nie zadziałały. To nie problem twojej SŁABEJ SILNEJ WOLI. Taka dieta po prostu nie może się udać. Nastaw się na szanowanie własnego głodu i sytości. Posłuchaj czego twój organizm potrzebuje. Jeśli potrzebujesz skorzystaj z porady wykwalifikowanego dietetyka klinicznego. Dla mnie pomocna okazała się dieta BeDiet zrozumiała, że mogę jeść całkiem sporo, a regularne posiłki okazały się rozwiązaniem na mój problem z przejadaniem słodkościami. Wróciłam do równowagi, nauczyłam się komponować zdrowe posiłki. Zrozumiała, że dieta nie może być “za karę”.

Dużą przeszkodą na drodze do zdrowej relacji z jedzeniem jest brak pewności siebie. Brak zaufania do siebie i ciągłe obawy, że tobie się nie uda. Nie nastawiaj się negatywnie w swojej głowie. Dlaczego sama stawiasz przed sobą takie bariery? Do czego jest ci to potrzebne? Skończ z krytykowaniem siebie, ocenianiem i porównywaniem– czy wyglądasz lepiej czy gorzej od innych, wyzywaniem siebie od najgorszych. Nie tędy droga.

Jeśli obawiasz się, że zaprzestanie stania nad sobą z batem spowoduje utratę kontroli nad swoją wagą, zastanów się czy to samokrytyczne podejście do siebie faktycznie sprawia, że dobrze się czujesz i wyglądasz?

Jak to zrobić? Przyglądaj się swoim myślom. Przechodzisz koło lustra a w głowie pojawia się myśl „wyglądam jak świnia“. Zauważ tą myśl, przez chwile zastanów się co poczułaś kiedy tak pomyślałaś. Czy odezwałabyś się w ten sposób do przyjaciółki? Nie? A co byś jej powiedziała? Otocz siebie życzliwością, daj sobie dobry komunikat.

  1. Wdzięczność

Zamiast myśleć o tym, za co siebie nie lubisz, zacznij koncentrować się na tym, ile masz powodów do wdzięczności. Jakie to wspaniałe mieć zdrowe ciało. Sprawne nogi, które codziennie niosą cię do pracy czy szkoły. Jakie to szczęście mieć dostęp do różnorodnego jedzenia. Wyrzucasz sobie, że zjadłaś kawałek czekolady? Uciesz się, że stać cię na czekoladę. Na świecie wciąż jest wiele osób, które marzyłyby o takim rarytasie. Bądź wdzięczna za jedzenie, które jest nie tylko paliwem dla twojego ciała. Uciesz się, że wraz z bliskimi możesz wspólnie usiąść przy stole i zjeść posiłek. Doceń tą chwilę. Jedzenie jest pięknym darem, nie pozwól, aby media i kultura sprawiły, że zaczniesz go nienawidzieć. Jedzenie sprawia nam przyjemność i dobrze.

Trening potraktuj jako przywilej, czyż to nie cudowne, że możesz oddychać a w środku bije twoje serce, które pomaga ci zachować sprawność? Każda komórka twojego ciała działa w twoim najlepszym interesie. Spójrz na swoje ramiona nie tylko przez pryzmat ich wyglądu, zamiast łapać tkankę tłuszczową w palce, z niezadowoleniem, pomyśl przez chwilę jakie to wspaniałe mieć sprawne ręce, ile dzięki nim możesz wykonywać czynności, tulić swoje dziecko albo chłopaka. Obejmij się czasem i przytul. Bądź wdzięczna.

Literatura;

  1. “Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia” Malwina Huńczak.
  2. “Self-compassion diet” J. Fain
  3. “Uważność w jedzeniu” Jan Chozen Bays
  4. “Jem intuicyjnie”

 ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O bieganiu z dzieckiem w wózku okiem mamy psycholożki

Już dwa miesiące minęły odkąd zaprosiłam moją 11-miesięczną wówczas córeczkę do wspólnych biegów. Podzielę się z wami swoimi doświadczeniami, ale bardziej z punktu widzenia mamy i psychologa niż profesjonalnej biegaczki. W poniższym tekście postaram się pokazać jak zbawienne dla naszych emocji może być wspólne bieganie.

Psychologia biegania z wózkiem:

Wyjście ze strefy komfortu i to z dzieckiem!

Bieganie daje moc, ale uwaga – przechodnie i kierowcy będą na ciebie patrzeć – biegając bez wózka narażasz się na ekspozycję społeczną, a co dopiero z wózkiem. Z moich doświadczeń biegowych raczej nikt, nic nie mówi. Raz jedna pani wykrzyknęła „brawo mama! jak super, biegająca mama! swietnie!“ czasem ktoś się uśmiechnie i tyle. Dla własnego zdrowia psychicznego nie baw się w jasnowidza i nie wymyślaj sobie, co ludzie o tobie myślą. Czytanie w myślach innych to dość powszechny błąd poznawczy. Bądź tego świadoma. Ostatecznie jakie to ma znaczenie co ktoś o tobie pomyśli. Ludzie tak naprawdę nie wiedzą co mają myśleć na swój temat (trust me I’m psychologist), a co dopiero o innych ludziach. Trening czyni mistrza, nie tylko dosłownie twoja kondycja się poprawi, ale również umiejętność wychodzenia do ludzi, poza strefę komfortu, bez lęku. Piszę o tym dlatego, że wiem jak wiele osób rezygnuje z takiej właśnie aktywności jak bieganie, czy siłownia z obawy co pomyślą inni. Z czasem to przestaje mieć tak duże znaczenie. Lęk maleje.

Uwaga lękowe mamy, bojące się wychodzić do ludzi z dziećmi, niepewne siebie. Bieganie z wózkiem to coś dla was! Uważam, że taka forma wspólnej aktywności mamy i dziecka zwiększa poczucie pewności siebie oraz poczucie bycia kompetentną i zaradną mamą, sprawia, że różne nowe sytuacje z dzieckiem, z którymi przychodzi się mierzyć, są dużo łatwiejsze do przejścia.

Nie cel, a droga – biegowe mindfulness

Wychodząc na bieganie z wózkiem, nie zakładam, że zrealizuję plan na 100%. „Albo przebiegnę 5 km w takim i takim tempie, albo trening beznadziejny”, nie popadam w obniżony nastrój z tego powodu. Liczy się przede wszystkim ta mała istotka, radośnie machająca nóżkami przede mną, oraz jej potrzeby. Moje cele i potrzeby realizuję przy okazji, w takim stopniu, w jakim pozwoli córka. Cały czas ją obserwuję, nie noszę słuchawek, nie zerkam na telefon. Tylko my i otoczenie, pełna koncentracja – tu i teraz. Jeśli coś jej nie pasuje – zatrzymuję się, sprawdzam o co chodzi. Biegniemy dalej lub tylko spacerujemy i rozmawiamy, opisuję jej świat. Jeśli ona nie ma ochoty na siedzenie w wózku, nie zmuszam jej do tego. Rezygnujemy z biegania. Zazwyczaj biegam „na lekko“ nie biorę ze sobą zbędnych rzeczy, typu jedzenie, pampersy, dużo zabawek i ubranek na zmianę. Biegam w okolicy, z każdego punktu mam do domu najdalej 15 minut. Czerpiemy przyjemność z samej drogi, a nie z celu. Czasem staniemy napić się wody, rzucić kamyk do rzeczki, zerwać kwiatek czy popatrzeć jak kaczki pływają po stawie. Znika smutek!

Poczuj supermoc i się odpręż!

Biegając z własną pociechą w wózku obudzi się w tobie poczucie bycia super mamą, która potrafi osiągnąć naprawdę dużo. Dziecko jest przy tobie, bezpieczne i zadowolone z wycieczki, a ty robisz przy okazji coś bardzo ważnego dla siebie.  Bieganie jest (przynajmniej dla mnie) najlepszą formą treningu typu cardio. Przyznam, że ćwicząc w domu mam tendencję do „oszczędzania się“. Przy bieganiu moje tętno jest dużo wyższe, zazwyczaj w okolicach 3-4 strefy. Taki trening pozwala przyspieszyć spalanie pociążowych kilogramów oraz dodaje siły. Zapewnia nie tylko efektywny trening cardio, ale też niezły zastrzyk energii. Idealne rozwiązanie na „gorszy dzień“, polecam mamom, które mają tendencje do rozładowywania swojej złości i frustracji na bliskich, lepiej zostawcie ją po drodze. Trening biegowy z wózkiem (w moim wypadku 22 kg bagażu) zwiększa wytrzymałość, nie tylko mięśni ale i psychiki. Jesteś bardziej wyluzowana, złość i irytacja znikają, pozostaje satysfakcja!

Nigdy nie mów nigdy

Nie dam kondycyjnie rady. Kupię i będzie leżał. W życiu nie podołam. Nigdy nie będę z nim biegać. Jestem za słaba. Znajome? Nigdy nie mów nigdy. Przy wyborze wózka dla małej nawet nie rozważałam zakupu wózka do biegania. Szczerze mówiąc, nawet by mi wtedy do głowy nie przyszło, że polubię bieganie, a co dopiero bieganie z małym dzieckiem! Wybrałam X-landera X-run dopiero jako drugi wózek, gdyż jest bardzo uniwersalny. Nadaje się do biegania, ale sprawdza się też jako całkiem kompaktowa i zwrotna spacerówka. Dodatkowo ma opcję zamontowania gondoli (ale nie w celu biegania z nią! Biegać z tym wózkiem można z samodzielnie i stabilnie siedzącym dzieckiem)  więc posłuży już od pierwszych dni życia maleństwa. Kupowałam go z duszą na ramieniu, nie byłam pewna czy spodoba nam się wspólne bieganie. Nie od razu przebiegłam dłuższą trasę. Zaczęłam od biegania bez wózka, potem z mężem, aż po marszobiegi z wózkiem. I czasem z mężem i wózkiem. Nie uważam biegania z wózkiem za jakieś szczególnie trudne technicznie zadanie, kwestia nabycia wprawy i znalezienia wygodnej dla siebie pozycji (ogólna zasada to pchanie wózka trochę jedną a potem drugą ręką, bieganie za nim lub tuż obok). Dużo zależy od trasy, twojego nastawienia, humoru dziecka oraz stopnia waszego zmęczenia. Pobiegaj trochę z wózkiem, a później bez… wow! jaka kondycja. Witajcie samozadowolenie i radość.

Plusy i minusy wózka X-lander X-Run

Zacznę od plusów

bardzo zwrotny a jednocześnie stabilny, bez problemu daje się prowadzić jedną ręką

pięciopunktowy pas bezpieczeństwa – must have.

trzy hamulce (w tym ręczny)

solidne wykonanie i piękne kolory (mam berry red z poprzedniej kolekcji)

moskitiera chowana w podnóżku – super patent, zwłaszcza w lesie (chyba, że biegając masz na celu dokarmić dziecko białkiem owadów 😉 )

niska cena i dobry serwis (tak słyszałam, nie miałam okazji jeszcze tego przetestować)

kompaktowy, a wypinanie tylnych kółek banalne

sporo miejsca na drobiazgi w schowku za oparciem jak i w koszu

nowoczesny wygląd, odbiega nieco od innych wózków biegowych, wózek wygląda dobrze na zakupach w markecie, spacerze czy biegu po lesie

lekki – niecałe 12 kg

Minusy:

zapięcie pasów nieco archaiczne i nieraz z nim walczę

metalowy mechanizm składania budki odstaje, niezabezpieczony miękkim materiałem i zdarzyło się, że jeżdżąc po nierównym terenie mała uderzyła w to głową (przyznaje, że to poważny minus, żeby temu zaradzić muszę opuszczać ją do pozycji półleżącej)

przednie kółko wymaga dość precyzyjnego montażu ( żeby wózek nie skręcał na bok) co w początkowej fazie używania może być trudne. Ja go po prostu nie wypinam, mieści się w bagażniku naszego auta na szczęście

nieporęczny mechanizm składania wózka (coś na zasadzie strzykawki, trzeba dociągnąć z obu stron i dodatkowo z prawej strony obrócić w bok – kto to wymyślił ;D w moim ciężko to chodzi)

kolory w nowej kolekcji piękne (głównie beże, czarny i granat) aczkolwiek niepraktyczne i jak na mój gust nudne

Podsumowując, zamiast stresować się, że nie masz czasu na trening możesz spróbować – tak jak ja – połączyć przyjemne z pożytecznym. Macierzyństwo to maraton sam w sobie – fakt. Ja  Walka ze zmęczeniem i życie w ciągłym biegu. Ja wychodzę z założenia, że do maratonu dobrze jest trenować, wtedy kondycja lepsza – psychiczna również.

Biegające mamy z wózkiem to wciąż niecodzienny widok na ulicach, bo lecące (na autobus na przykład) z wózkiem lub goniące – za rowerkiem – to już częstszy widok. Dla mnie taka forma aktywności fizycznej okazała się zbawieniem, zwłaszcza teraz, gdy po powrocie do pracy nie mam już tyle czasu na treningi w domu. Wracam, ładuję małą do wózka i w drogę! Choć czasem droga jest bez końca i pozornie bez znaczenia, mniemam, że mam powody by drogi swej nie zmieniać.